O poszukiwaniu niezidentyfikowanego szczęścia pomiędzy kłosami pełnymi ziarnem ludzkiej mądrości i dobra.
Kategorie: Wszystkie | Intymnie
RSS
piątek, 19 sierpnia 2005
...
Mój czas dobiegł końca. Chciałam się z Wami pożegnać. Dziękuję, ze byliście...
być może już po...

...jedna chwila przesądzić może wszystko - słowa inaczej zinterpretowane

dziś w moim sercu jest pusta noc - właśnie ta noc jest czuwaniem...

jeśli on przyjdzie, obiecuję sama przed sobą, że będę walczyć o to, aby być lepszym człowiekiem, jeśli nie przyjdzie... odejdę.

wtorek, 16 sierpnia 2005
...

Wiele jest już za mną, ale jeszcze więcej przede mną...

...lubię karczować swoją ścieżkę własnymi siłami, choć cios siekiery bywa ślepy - prosto w miękkie podbrzusze nieznanego, to  w jakiś sposób jednak zaplanowany...

...i choć zaplanowany, to nigdy nie do przewidzenia - jak niesforne kosmyki włosów, które to zawsze znajdą sposób, aby wyzwolić się spod władzy spinek... 

poniedziałek, 15 sierpnia 2005
Handel kobietami.

„Lilja 4-ever”

Nie potrafię odejść od tego filmu bez słowa. Przemoc. Gwałt. Demonstracja przewagi silniejszego nad słabszym, dorosłego nad dzieckiem, mężczyzny nad kobietą. Nie ma bajki, dziewczynka z zapałkami umiera i po śmierci jest jej też zimno – nie ma Anioła Stróża, o poczucie sprawiedliwości sami dbamy.

Widziałam ten film kilka dni temu, a wciąż do niego wracam myślami. On wciąż mnie boli, kaleczy moją wrażliwość na krzywdę, wciąż jest źródłem bezradności, której się boję. Usiłuję rozgryźć jego sens - drzazgę za skórą obrazu, wejść ponad oczywistą treść i przeniknąć kontekst. Zrozumieć, czym jest kobiecość obiektywnie, kobiecość uwikłana w historyczne, kulturowe i obyczajowe konotacje, z punktu widzenia nie kobiety, zniewolonej swoją naturą, ale z pozycji obserwatora, biorącego kobiecość do zimnego laboratorium i dokonującego rozczłonkowania tego pojęcia bez emocji.

Kobiecość – czy to dar czy to przekleństwo? Trzecie oko Boga. Atrybut czarownic – kobiet, które wiedzą więcej, wiedzą za dużo. Te kobiety, które wychylają się poza wyznaczone im role, skazuje się na stos. Puchar przedniego czerwonego wina ze szczyptą arszeniku. Stosy wciąż płoną, a ich płomienie nie tracą na sile…

Lilja została sprzedana. Sprzedane zostało jej ciało: przez matkę, która ją porzuciła, przez najbliższe otoczenie, które znalazło sobie w niej kozła ofiarnego, przez mężczyznę, któremu zaufała, przez stręczyciela – ostatniego kata w krótkim jej życiu. Pochylające się nad nią twarze, gwałcących ją mężczyzn. Mających alibi Piłata – to nie gwałt, przecież jest prostytutką, śmieciem… ja umywam ręce. Obojętnych na nią jako człowieka, zainteresowanych tylko tym, aby jak najpełniej wykorzystać godzinę, za którą zapłacili. Potem wrócić do swoich żon, wrócić do swoich dzieci i dalej żyć w pełnej harmonii z obłudą i kłamstwem. To tu jest prawdziwe źródło zła – nie w ciele wystawionym na sprzedaż, ale w myśli człowieka, w myśli, która z człowieczeństwa obdziera, zezwierzęca duszę pozostawiając przy życiu puste ciało.

To było dziecko, marzące, o kolorowych kredkach, o lepszym życiu, – co by było, gdyby Lilja była księżniczką?

Dziś tak naprawdę w dobie politycznej demokracji nasza kobiecość wciąż jest przedmiotem handlu i wciąż pada przedmiotem gwałtu. Kobietami nadal się handluje – nie tylko sprzedawane są do domów publicznych, (co wcale nie jest zjawiskiem marginalnym nawet w krajach, o których się mówi, że są cywilizowane), ale są przedmiotem handlu na targowisku próżności i seksu. Wszędzie. Ten gwałt jest wszechobecny. Na wyciągnięcie dłoni.

 

Myślę, że jest drastyczna różnica, jakościowo nie do przeskoczenia, w tym, czy dostrzega się najpierw człowieka a potem kobietę czy wręcz odwrotnie.

niedziela, 14 sierpnia 2005

Gdy Kobieta się boi...

sobota, 13 sierpnia 2005

Milczę, błądząc ścieżkami odchodzącego lata… za nicią rozprutej letniej sukienki, wchodzę w królestwo bogactwa jesieni. Wchodzę w szept spadających liści i smak orzechów włoskich, świata malowanego pędzlami wschodzącego słońca. Soczyste kolory wypełniają martwe, nieruchome kształty podrywając je do lotu, chociażby tylko na ułamek sekundy… potem ruch zamiera, kształt zapada w sen nieruchomej bryły, po jego twarzy przemyka się cień tego, co było, a teraz jest uwięzione w jego żywym wnętrzu…Dostrzeżesz, jeśli będziesz kochał prawdziwie, jeśli tylko będziesz kochał, to do tego królestwa wejdziesz….

A tam mieszkają…
…gliniane dzbanki z wyszczerbionymi zębami, wiklinowe kosze o intensywnym zapachu winnych jabłek, okiennice z naciekająca żywicą, brunatne liście porozrzucane po kątach ogrodu…

Zamykam oczy, nie jestem pewna…czy na moich powiekach tańczą niesforne kosmyki słońca, cienie drzew czy też odrobiny babiego lata. Nie chcę im w zabawie przeszkadzać, nie chcę oczu otwierać…

Kilka dni temu listopad się dobijał do moich okien, deszcz pukał w szyby i parapet, aby tylko okno otworzyć, aby tylko go do domu zaprosić…Bo tam było zimno, tam skulone postacie rozpływały się tle, a tu w środku było ciepło, tu było miło…

Dziś życie jest moim Nauczycielem muzyki - jestem nastrojona marzycielsko....

wtorek, 02 sierpnia 2005
[`] [`] [`]
Ja dziś tak prozaicznie, jestem przygnębiona - poetyckich wzruszeń nie będzie. W najbliższych dniach mój twardy dysk czeka gruntowny lifting - lifting w trzech zapowiedziach: dysk C, dysk D, dysk E.

Surwowałam po bezkresnych odmętach Netu, bezpiecznie omijając zawirusowane rafy. Do czasu. Do trojana. Moje osobiste Waterloo.

Wczoraj poddała się przeglądarka Internet Explorer, dziś broń złożył Outlook Express. Korzystam z gościnności Mozilli. Być może jutro zostanę na polu walki tylko z DOSem.

Proszę o minutę ciszy...


A chciałam napisać o niesamowitym spotkaniu, niemal mistycznym, z wielką podróżniczką Elżbietą Dzikowską - rozgłosu nie było, było skromnie... media się nie udławiły własnym krzykiem - wszak to nie była Mandaryna.
Na wyspie spichrzów w dumnym mieście Gdańsk byłam czarowana barwą głosu szamanki, opowiadającej o życiu takim, jakim ono powinno być - przygodą... A żeby było, to trzeba nie tyle mieć marzenia, co w nie wierzyć. Bo cóż po marzeniach, kiedy już z góry przesądzamy, że będą bytować poza granicami naszych możliwości...
Wierzyłam i osiągałam, aż w pewnej chwili dostrzegłam że mam zbyt harde pragnienia, sięgają tych szczytów, gdzie docierają tylko najwytrwalsi. I zwątpiłam...jak Piotr Skała, jak Piotr Opoka gdy wierzył to suchą stopą szedł przez jezioro, gdy zwątpił to zaczął się topić...
niedziela, 31 lipca 2005

duszę moją stanowi otwarta rana

nie potrafię jej zagoić

chociaż chcę

od nowa

od jutra

ciągle od początku

przeraża perspektywa wielu lat, które mnie wyprzedzają

biologicznych lat

lat ciała odmierzanych pajęczyną zmarszczek

lat duszy odmierzanych czarą goryczy

 

od wielu lat, chyba już od wielu lat... nie pamiętam. To rozrzedzony czas, minął bez spełnienia

w sytuacji realnego zagrożenia własnego życia reaguję bez emocji

na zimno

nie krzyczę, nie mam serca w gardle

taniec ze śmiercią tak jakbym się jej nie bała

patrzę

to są sekundy, przesądzają o tym, którym korytem czasu popłynie moje życie

i czy w ogóle popłynie

czy nie rozbije się o skały, które są za następnym zakrętem

bo nie wiem co za nim jest

wiem tylko tyle, że jest za późno na wyhamowanie

to chwila, podczas której poznaje się wartość sekundy

...i to potem jest strach...

 

czasem łzami chcę zmyć ciężar myśli

tak jakby można było ukoić ich ból

słone łzy wżerają się głęboko w żywe rany

rano jej płytka powierzchnia się zabliźnia

...do kolejnych przykrych słów

i niesprawiedliwego osądu

 

 Zapytałam się kiedyś przyjaciółki: „za co się kocha”. Po chwili namysłu odpowiedziała, że za nic.

Weryfikuję jej słowa na podstawie własnych doświadczeń... przestały być one dla mnie prawdą. Myślę, że rzadko kto potrafi właśnie tak kochać, to wymaga już boskiej interwencji – cudu...

 

 

czwartek, 28 lipca 2005

O czym szumi bezpłodne drzewo figowe...

...o czym jest jego szmer ostatni, zanim odda się ostrzu kata?

 

Gdy nadchodzą chude lata, złe myśli kradną nasze istnienia – zbierają je całymi garściami i sieją w sercu szczodrą ręką.

Ale nigdy nie będzie dobrego owocu ze złego ziarna i cały zły plon trzeba wyplenić.

 

O tym jest też i spowiedź moja ostatnia – o zmierzchu swego istnienia – aby się spełnić, trzeba je zabić do samego końca.

 

 

wtorek, 26 lipca 2005

 

Izaak Bashevis Singer.

Przestałam się starzeć. Stało się to tego dnia, kiedy otworzyłam „Certyfikat”  - Miałam osiemnaście lat...dzień zawisł w próżni, jeden świat się zamykał, a kolejny nie otwierał swoich bram. 

Nie byłam outside sama. Wciąż wielu z nas jest poza murami, nie wiadomo gdzie  – w wieku trudnym do zidentyfikowania. Bardziej to wiem niż widzę - raczej zgaduję niż wiem.

Tego dnia znalazłam się w małych, żydowskich miasteczkach – rozproszonych w czasie i przestrzeni... gdzieś w Polsce: Biłgoraj, Lublin czasem Warszawa, przed II wojną światową.

Fascynacja kulturą żydowską: religią, mocą węzłów wspólnoty, mentalnością – intelektualnym i materialnym dorobkiem człowieka zrodziła się nieco z przekory. 

 

Cierpię na taką dziwną przypadłość – odnajduję spokój na cmentarzach. Lubię spacerować cmentarną alejką, między grobami. Nekrologi i epitafia. To nie jest marność nad marnościami, to jest tajemnica. Kilka dni temu znalazłam czas na spacer po cmentarzu żydowskim. Brama była otwarta, a przed nią tablica z prośbą, aby nie wchodzić na teren cmentarza bez okrycia głowy.

Zatrzymałam się.

Nie weszłam.

Przejechałam niemal całą Polskę dla Krakowskiego Kazimierza i jego cmentarza, a przed jego bramą się zatrzymałam, aby odejść.

 

Nie jestem jednak w stanie do końca konsumować swoich wrażeń.

I wcale tego nie żałuję. Wciąż są pewne dla mnie rzeczy święte – nawet jeśli to nie moja religia, nie moja kultura, to jednak szanuję odrębność.

 

Bynajmniej swoją własną odrębność muszę bardzo chronić  - bronić przed totalitaryzmem cudzych światów.

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21